Przekłady wybranych epigramów Marcjalisa / Marcin Loch

Przekład wybranych epigramów Marcjalisa

Martinus Loch

Słowo wstępne, lub słow kilka…

Marcus Valerius Martialis (ok. 38/41-104 r. n.e.) to poeta w Polsce zapomniany, pomimo, że należał do najpoczytniejszych twórców łacińskich. Nazywany często ojcem łacińskiego epigramu. Na jego utworach łaciny uczyły się pokolenia poetów. Kunszt języka, niewybredny dowcip, perfekcyjnie budowane metrum, niebanalne pointy, umiejętność zwięzłego ujęcia tematu, stanowiły zawsze (i nadal stanowią) niedościgniony wzorzec dla wielu twórców łacińskich. Z jego utworów inspirację czerpał także Jan Kochanowski, wiele jego fraszek jest po prostu polską przeróbką epigramów Marcjalisa. Niestety do tej pory nie doczekaliśmy się ani jednego całościowego przekładu tego poety na język polski. Przekładano zwykle wybrane epigramy – a Marcjalis pozostawił ich po sobie przeszło 1550 (łącznie w XV księgach). Najpełniejsze tłumaczenie przygotował Jan Czubek w 1908 roku (pominął III księgi, tj. 382 epigramy). Później Marcjalis był tłumaczony na język polski tylko raz (znów w wyborze, tj. około 200 epigramów) przez Stanisława Kołodziejczyka (Czytelnik, 1971).

Język i tematyka utworów Marcjalisa często stawały się ofiarą cenzury. Zdarzało się, że nawet i w rękopisach średniowieczni kopiści zastępowali słowa nieprzyzwoite jakimiś innymi, pasującymi do metrum utworu, lecz niekoniecznie do kontekstu. Tu warto przytoczyć kilka przykładów: w niektórych rękopisach wyraz cunnus (cipa) zmieniano na monstrum (potwór), moechus („cudzołożnik”, ktoś, kto zdradza żonę, kto jest „wyzwolony seksualnie”) zastępowano wyrazem medius (środkowy), fututor (o mężczyźnie: „jebaka”; ktoś, kto odbywa częste stosunki waginalne) zastępowano wyrazem salitor („fikacz”, tj. por. fikać, brykać, wywijać), futuit („rucha”) na subigit (poskramia) etc. Paradoksalnie w tychże samych rękopisach pojawiają się inne, równie obsceniczne wyrazy, związane jednak z anatomią męską (np. wyraz mentula, najwulgarniejsze łacińskie określenie penisa, por. pol. chuj) lub stosunkami M&M, które nie zostały złagodzone. Czy jest to spowodowane mizogynią kopisty? A może skłonnościami seksualnymi? Nikt do tej pory nie przyglądał się temu pod takim kątem, jest to więc zupełnie nowa (aczkolwiek niewielka) perspektywa badawcza.

Cenzura jest również widoczna w dotychczasowych przekładach (dotyczy to nie tylko Marcjalisa, ale w ogóle literatury antycznej). Czytelnik przekładu Czubka w wielu utworach nie dostrzeże wcale wątku erotycznego, nie mówiąc już o znalezieniu jakichkolwiek wyrazów nieprzyzwoitych. A jedną z cech utworów Marcjalisa jest połączenie wysokiego, kunsztownego języka poetyckiego, ze słownictwem bardzo bezpośrednim i dosadnym, dotyczącym przede wszystkim sfery seksualnej. Niejednokrotnie znalezienie adekwatnych terminów oddających łacińskie obscena w języku polskim przysparza nie lada problemów. Jest to spowodowane przede wszystkim różnicami w poczuciu estetyki literackiej (dla starożytnych rzeczą oczywistą było to, że odpowiedni gatunek literacki wymaga odpowiedniego słownictwa: tragedia pompatycznego, komedia swawolnego, lekkiego, niejednokrotnie dosadnego, aczkolwiek zabawnego. Podobnie rzecz się ma z epigramem. My jednak przyzwyczajeni jesteśmy do nadinterpretacji tzw. zasady decorum, którą wpaja się nam w szkołach średnich: „literatura ma być piękna i już, nie ma w niej miejsca na kutasy i chuje-muje”. Dlatego przekłady literatury antycznej są w pewien sposób monumentalizowane, sztucznie upompatycznione na jedną modłę. Tymczasem w epigramach Marcjalisa znajdziemy kilka deklaracji czy manifestów poetyckich dotyczących pieprzności języka, spolszczenie jednego z nich znajduje się poniżej – III 69) oraz zgoła innymi kryteriami oceny normatywności zachowań seksualnych u starożytnych Rzymian. W kulturze współczesnej, w naszym codziennym rozumowaniu i myśleniu, wyrosłym na fundamentach myśli judeochrześcijańskiej, posługujemy się teorią orientacji seksualnej opartą na pewnej bipolarności, opozycji hetero vs. homo. Taka idea była zupełnie obca Rzymianom. Ważnym było, by mężczyzna dominował w każdej sferze życia – w sferze seksualnej nieważne, czy w stosunku z kobietą czy z mężczyzną. Kobieta miała zaś ulegać tej dominacji. Pati natae – „urodzone by ulegać” jak to o kobietach napisał Seneka (często we wszelakich zbiorach sentencji łacińskich tłumaczone nieprawidłowo jako „urodzone by cierpieć”). Mężczyzna (jako strona penetrująca w stosunku) miał być także biorcą przyjemności, kobieta zaś jej dawcą. W stosunku seksualnym nie powinna doszukiwać się własnej przyjemności, nie powinna o niego zabiegać. Jeśli zaś kierowała się swoją przyjemnością, zabiegała o stosunek, narażała się na oskarżenie jej o histerię, czy zachowanie nieprzystające kobiecie (por. niżej XI 71). Można powiedzieć, że za normatywne uchodziło to, co mieściło się w ramach pewnych stereotypów związanych z dominacją i uległością, przypisanych do obu płci. Nienormatywnym było oczywiście wchodzenie w rolę płci przeciwnej. I to miał na myśli zapewne św. Paweł potępiając w liście do Koryntian (1 Kor. 6,9) mężczyzn, którzy są malakoi (tj. są mięczakami, zachowują się niemęsko – nie tylko w sferze seksualnej, ale także w zwykłej codzienności – dają sobie wchodzić na głowę) – co jednak w polskich przekładach Biblii tłumaczy się jako „rozwięźli”. Tematyka – jak widać – genderowa, coraz bardziej znana nauce w świecie, w Polsce jednak temat nadal nie ruszony.

Dodatkowo każda czynność seksualna (forma współżycia) w języku starożytnych Rzymian miała swoją własną nazwę i słownictwo odnoszące się do niej – jest to zjawisko zupełnie obce językowi polskiemu. W ten sposób: futuere to czasownik odnoszący się do stosunku waginalnego („penetrować waginę”), pedicare to czasownik odnoszący się do stosunku analnego („penetrować odbyt”; warto zaznaczyć, że jest to wyraz błędnie wyprowadzany od greckiego słowa pais – chłopiec), irrumare to czasownik odnoszący się do stosunku oralnego („gwałcić oralnie”, „penetrować usta”), fellare to również czasownik dotyczący stosunku oralnego, jednak wyrażający zaangażowanie, tj. ssać, obciągać, etc. Wyrazów tych używała starożytna rzymska ulica, takie wyrazy znajdziemy w pompejańskich graffiti, najwulgarniejsze obelgi zbudowane były właśnie z tych wyrazów (np. pedico te – „rucham cię w tyłek” = mam cię gdzieś, nic mnie nie obchodzisz; irruma te – „wsadź sobie swojego chuja w usta” = spadaj, ang. fuck you). Takich wyrazów w swoich utworach używał Marcjalis, nie zjandzyemy ich w ugrzecznionych przekładach Czubka czy Kołodziejczyka.

Wiele żartów, aluzji, czy bezpośrednich inwektyw opiera się na zastosowaniu tych wyrazów, żonglowaniu terminologią, oskarżaniu kogoś o nienormatywne praktyki seksualne czy skłonności, np. w epigrarmie XI 46 Marcjalis naśmiewa się z Mewiusza, który z powodu podeszłego wieku jest już impotentem, a nadal próbuje udowodnić swoją męskość poprzez penetrację – niech spróbuje stosunku oralnego, na to nikt nie jest za stary. W IX 27 znajdziemy Chrestosa, który przesadnie dba o wygląd, prawi morały, a jednak lubi obciągać. XI 63 to inwektywa na Filomuza, który interesuje się przystojnymi chłopcami w łaźni. XI 47 to znów inwektywa na mężczyznę, który pozuje na twardziela, prawdziwego macho, a jednak lubi „dawać tyłka” innym mężczyznom.

Wszystkim zainteresowanym funkcjonowaniem terminologii seksualnej w języku łacińskim (czy kulturze rzymskiej) polecam krótki tekst Holta Parkera „The teratogenic grid” (pdf łatwy do wyszukania w internecie), bardziej zdeterminowanym doktorat Hansa Petera Obermayera „Martial und der Diskurs über männliche Homosexualität”. Natomiast szerzej o seksualności w starożytnym świecie śródziemnomorskim pisał Michel Foucault w swojej „Historii seksualności” (wyd. pol. słowo/obraz terytoria, wyd. II Gdańsk 2010, s. 235-280).

Zupełnie innym problemem jest użycie imion. Niemal wszystkie to nomina significantia, imiona-znaki, które mają budzić konkretne skojarzenia (por. imię Bigus Dicus w „Żywocie Briana” Monty Pythona, w pol. wersji językowej oddane jako Jebus Wielgus). Jest to zagadnienie również niedostatecznie opracowane, nieuchwytne w nader filologicznych przekładach. Tam, gdzie miałem na to jakiś pomysł, starałem się ukuć polski odpowiednik tak, by wywołać efekt (w moim odczuciu) zamierzony przez Marcjalisa, np. łac. imię Lupus (wilk) budziło zapewnie takie same skojarzenia, jak polskie Alfons, z racji tego, że lupa, to po łacinie nie tylko po prostu wilczyca, ale i pogardliwe określenie prostytutki (Jebus z XI 88); Charisianus (gr. charis – łaska, zaleta, gracja, łac. c(h)arus – drogi, anus – tyłek, odbyt → ten, który ma ładny, drogi dla kogoś tyłek, to oczywiście Pupencjusz z XI 88); Galla w VII 58 to imię budzące skojarzenie: ta, która lubi „eunuchów” (stąd Kastrancja Pedalia) ponieważ gallus to kogut, ale także kapłon (kastrowany kogut); Chrestos (gr. użyteczny, przyjemny → w kontekście IX 27 ktoś, kto potrafi dobrze używać okazji, języka etc może więc… Użytes?).

Prezentowane przekłady powstały niejako przy okazji moich badań (nad łacińską leksyką erotyczną), głównie z inspiracji Bakcha i przyjaciół, którzy często pytali, czym tak właściwie się zajmuję. Przekłady miały więc na celu przybliżenie tematyki, którą badam.  Nie kierowałem się tu jakimś konkretnym kryterium wyboru – przełożyłem te epigramy, na które miałem jakiś pomysł w danej chwili (zbiór nieustannie rośnie, utwory innych autorów starożytnych dostępne także na mioim facebooku). Nie są to przekłady filologiczne, zachowujące szyk zdań, silące się na przyjęcie konkretnego rozwiązania wersyfikacyjnego. Ot fraszka-igraszka. Starałem się przełożyć starożytne realia na realia współczesne tak, by można było zrozumieć utwór bez obszernego komentarza (stąd np. zastąpienie Kuriów i Fabiuszów – znanych moralizatorów, futbolem; choć właściwie we współczesnych realiach można byłoby wstawić tam nazwiska odpowiednich polityków, podobnie w IX 27). Słowem: jest to próbka tego, co w Marcjalisie czeka na polskie odkrycie i zdolnego, odważnego tłumacza.

viel Spaß am Lesen

Martinus Loch


 

Martialis XI 46

Chętki na igraszki już nie nabierasz – no chyba, że we śnie,

I zaczyna ci już, Mewiuszu, kuśka na nogi sikać.

Wycieńczone palce chuja męczą uparcie,

Ten jednak nie podnosi swej spuszczonej główki.

Po co więc na próżno uderzasz do tyłków, do pizd?

Sięgnij wyżej: tam pożyje stareńka kuśka!

 


 

Martialis XII 75:

Politym spieszy do dziewcząt,

Hypnus niechętnie do swej płci się przyznaje,

Sekundus żołędziem tuczone ma pośladki,

Dindymus jest zniewieściały, ale wolałby nie być,

Apfion mógł urodzić się dziewczynką.

Wolę ich egzaltację, maniery,

Skargi, fochy, mój Awicie,

Niż pięćdziesiąt posagów.

 


 

Martialis, IX 27:

Chociaż masz, Chrestosie, wygolone jajca

I chuja na miarę sępiej szyi,

Mordę gładszą od dupy dziwki niejednej

I żaden włosek na twej nodze przeżyć nie zdoła,

Wąs twój siwy pęsetą  trzebisz srogą

I Kuriów, Kamillów, Kwincjów, Numów i Anków

Znasz i cokolwiek czytaliśmy z filozofów,

Choć brzmisz groźnie słówek używając uczonych,

O teatrze i całym świecie wchodząc w dysputy…

Gdy jakiegoś chłopca tak rozprawiając zobaczysz,

Co ledwo spod pedagoga opieki wyszedł

I kowal mu rozkuł pas cnoty z siusiaczka –

– Wołasz skinieniem, prowadzisz na stronę…

I wstyd przyznać, Chrestosie, co językiem swym robisz –

– Tym samym, który przed chwilą prawił o Katonie.


 

Martialis, XI 63:

Podglądasz nas, Filomuzie, gdy się kąpiemy

I pytasz ciągle, co robią w moim towarzystwie

Ci powabni, cudnie chujaści chłopcy…

Odpowiem prosto, skoro pytasz:

Rżną w dupę ciekawskich!


 

Martialis IX 47

O Demokrytach, Zenonach i nie do pojęcia Platonach,

Właściwie o wszystkim, co kosmatym trąci wyglądem,

Prawisz zupełnie jakby spadkobierca i następca Pitagorasa.

Rzeczywiście – i przed tobą nie mniejsza kroczy broda:

Ale – na co dla kosmatych już za późno a i lekko nawet włochatym już nie wypada –

Lubisz mieć [coś] twardego w miękkich twych pośladkach.

Ty, który znasz szkół wszelakich sprawy i znaczenie –

Powiedz mi, Pannychiuszu: „być w tyłek grzmoconym” – czyjaż to doktryna?


 

Martialis XII 42

Brodaty Kallistrat poślubił nieokrzesańca z Afryki,

Tym samym obyczajem, którym kobieta poślubia mężczyznę.

Przyświecały pochodnie, welon zakrywał twarze,

Nie zabrakło też okrzyków dla Talassa.

Nawet i posag wniesiono!

Czyżby Ci nie dość tego, Rzymie, było?

Czyżbyś czekał by i począł potomstwo?


 

Martialis II 62

Że kudły pierś ci porastają, niemniej ręce i nogi

I chuja otaczają przystrzyżone równiutko włoski.

Któż nie wie, że tak zachcianki twej kochanki spełniasz?

Ale dla czyich kaprysów, Labienie, i tyłek swój golisz?

 


Martialis III 71

Gdy chłopca kutas, a ciebie, Newolu, tyłek boli

– Nie jestem wróżką, ale wiem, kto tu kogo pierdoli.


 

Martialis VI 23

Rozkazujesz zawsze „baczność!” kuśce mojej:

Wierz mi, kutas to nie to samo, co palec.

Powinnaś raczej rękami i słówkami czułymi rozkazy wydawać,

Ale wrzaskiem tylko rozkazywać potrafisz, nie ciałem.

 


 

Martialis VI 36

Chuja masz tak wielkiego, jak nos, Papilu,

Byś mógł zawsze obniuchać, gdy ci staje.

 


 

Martialis II 88

Niczego nie recytujesz, Mamerku, a chcesz, by cię mieli za poetę.

Bądź czymkolwiek chcesz, ale proszę – tylko niczego nie recytuj.

 


Martialis II 89:

Że lubisz nocne przeciągać pijatyki

– Przebaczam, Gaurusie – to wada Katona.

Że piszesz wiersze zupełnie bez Muz i Apolla

– Godnyś pochwały: masz to z Cycerona.

Rzygasz – jak Antoniusz, wykwintnie jadasz – jak Apicjusz.

A to, że obciągasz – czyją, powiedz, kierowanyś wadą?


 

Martialis III 69

Wszystkie twoje epigramy czystym piszesz językiem,

Żadnym nie zdobirz kutasem, ani żadnym pieprzykiem.

Podziwiam, chawlę; nie ma od ciebie świętszego człeka –

U mnie zaś każda stronica niemal porno ocieka.

Niech mnie czytają puszczalskie, nicponie, ladaca,

Starzec nawet, ale co go jeszcze dziewka obraca.

A twoje wiersze, Koskoniuszu, czcigodne i zbożne

Chyba tylko dzieciom się zdadzą – w dni dżdżyste i chłodne.

 


 

Martialis VII 58

W sześciu czy siedmiu gejach się już kochałaś, Kastrancjo Pedalio,

Na fryzurę wszak lecisz wymodelowaną

W wolisz mężczyzn w wydaniu twink.

Przekonawszy się jednak, że ich zwiędlak,

Do mokrego rzemyka podobny,

Nawet ręką twą wprawną zmuszony nie stanie,

Opuszczasz jałowego kochanka i jego posłanie,

By zaraz znów kolejnego przyjaciela znaleźć – z nadzieją na więcej.

Poszukaj lepiej jakiegoś gbura, włochacza bez ogłady,

Co przekleństwa i futbol mu z ust nie schodzą.

I prędko znajdziesz – ale znów klapa!

Bo nawet wśród takich bearsy się zdarzają.


Martialis XI 22

Że delikatne całusy gładkiego kradniesz Galasa

Szorstkim swym pyskiem,

Że z nagim Ganimedem leżysz – któż zaprzeczy?

To już nadto! I dosyć! Przestań swą ręką jebaczą

Jego przyrodzenie łechtać!

Ręka bowiem u chłopców młodych więcej niż kuśka grzeszy,

Palce dojrzewanie przyspieszają i mężczyzną nader szybko czynią:

Pot inaczej pachnie i tak podziwiana przez matki broda prędzej rośnie,

A łaźnie za dnia podobać się przestają.

Natura podzieliła mężczyznę: jedną część stworzyła dla mężczyzn,

Drugą dla kobiet. Używaj więc swojej.

 


Martialis XI 29:

Skoroś tylko zaczął me niemrawe przyrodzenie łechtać

Swą podstarzałą prawicą – uwiera mnie kciuk twój, Phylljuszu.

Już-ci powiadasz, żem myszką, żem oczkiem twym w głowie –

– Tak to mi nawet w dziesięć godzin nie stanie!

Podniecać nie umiesz za grosz. Powiedz raczej:

„Dam ci sto tysięcy, dam ci Setyna morgi,

Weź wina, dom, chłopców, całą złotą stołu zastawę…”

I wcale palców do tego nie trzeba.

– Widzisz! – Tak by mi zaraz stanął!


 

Martialis XI, 94

Że zbytnio mi zazdrościsz i wciąż zgapiasz z moich wierszy,

Wybaczam ci, poeto rzezany – nieźle kombinujesz.

Nie dbam też o to, że wciąż robiąc plagiaty

Kontaminujesz – poeto rzezany, nieźle kombinujesz.

Ale to mnie wciąż gnębi, spokoju nie daje,

Że ty, sławnych Solimów potomku,

Mojego ruchasz chłopca, poeto rzezany,

Śmiesz zaprzeczać, klniesz się na Jowisza świątynie.

Nie wierzę – na swojego boga przysięgaj, mośku jeden.


 

Martialis XI, 104

Wynoś się z domu, żono, albo do moich przywyknij zwyczajów!

Nie jestem Tacjuszem, Kuriuszem czy Numą.

Ja lubię wypić, w nocy ucztować przy winie,

A ty patrzysz tylko by już wstać od stołu,

Wodą jedynie pijana kwaśną przybierasz minę.

Ty wolisz wszystko robić po ciemku,

A ja wolę mieć lampkę za rozkoszy świadka

I przy jej blasku rzucić się na twe piersi.

Pod ciuchami ukrywasz twoje wszystkie wdzięki

A dla mnie dziewczyna nigdy naga zanadto.

Mnie pociągają całuski czułe jak gołąbków gruchanie,

A ty mi oschłe cmoknięcie tylko dajesz,

Takie samo jak babci zostawiasz co rano.

Wcale nie próbujesz połasić się trochę,

Czułych słówek nie używasz, paluszkiem nie pieścisz,

Zupełnie jakbyś ofiarne kadzidła paliła – wiecznie poważna.

Przecie i Frygowie pańskiej pilnując łożnicy,

Ilekroć Hektorowi żona konia ujeżdżała,

Przy drzwiach warując trzepali i swoje koniki.

A myślisz, że gdzie Penelopa swą dłoń trzymała

Gdy przy jej boku chrapał Odysej?

W tyłek brać nie chesz, a przecież tego żadna nie odmawiała:

Grakchowi Kornelia, Pompejuszowi i nawet Cezara córa,

I tobie, szczęśliwy Brutusie, Porcja dawała!

Nim Dardański młodzieniec Jowiszowi usługiwać zaczął

Junona mu za Ganimedesa była.

Jeśli tak cię powaga bawi – ależ proszę –

Cały dzień możesz być Lukrecją – jeśli ci się podoba

Ale w nocy bądź dla mnie jak ta dziwka z Koryntu Laida.


 

Martialis XI 43:

Przyłapawszy mnie na chłopcu

Wrzeszczysz na mnie przeokropnie,

Wyrzucasz, że też masz dupę, żono.

Tylekroć to samo Junona Gromowładnemu prawiła,

Ten zaś z pięknym Ganimedem swawolił.

Przecie i Herkules Hylasa swym łukiem przyparłszy zaginał.

A sądzisz, że i Megara nie miała tyłka?

Płocha Dafne także Fojba kręciła,

Ale od tej podniety odstąpić mu Hiacynt rozkazał.

Choć także Bryzeida do góry dupą długo leżała

– Achillesowi bliższy był powabny kochanek.

Przestań więc nazywać te swoje babskości męskim imieniem

I przyjmij to do wiadomości, żonciu,

Że dwie pizdy posiadasz!


Martialis XI 71:

Leda zapewnia, że jest histeryczką,

A ma starego mężulka. Wciąż się uskarża,

Że jej lekarz stosunki zaleca; rozpacza więc Leda,

Łez wylewa rzeki: “nie ma – rzecze –

Ratunku dla mnie, umrę niebawem!”

Mąż błaga, by żyła, za wczasu w grób się nie kładła

I zezwala na to, czego sam już dokonać nie może.

Natychmiast tłum medyków przybiega –

Medyczki ustępują bezdarne – “Pani się wypnie,

Głęboki oddech weźmie!” – ależ mi to medycyna!


Martialis XI 87:

Byłeś kiedyś bogaczem, lecz wtedy dymałeś chłopców

I długo nie znałeś żadnej kobiety, Charidemie.

A teraz uganiasz się za staruszkami.

Oto do czego bieda prowadzi! – Ona z ciebie cipojeba zrobiła!


 

Martialis XI 88:

Od wielu dni, Jebusie, Pupencjusz

Swego tyłka zapinać ci wzbrania.

Dopiero kumple go o przyczynę spytali –

Powiedział, że ma sraczkę.


Martialis VI 56:

Że ci szczecina nogi porasta, kudłami zaś pierś,

Sądzisz, że plotkę, Charidemie, oszukasz.

Wyrwij te kłaki, wierz mi, razem z korzeniem.

Spraw, by gładziutki tyłek sam za świadka ludziom wystarczał.

„A niby po co?” pytasz. Wiesz, że ludzie różne rzeczy mówią,

Spraw, by myśleli, że cię w tyłek dymają.


 

Martialis III 76:

Na podstarzałe lecisz paniusie,

Młodymi się brzydzisz, Bassusie.

Nie podniecasz się młodych wdziękiem,

Ale zmurszałych kości szczękiem!

Czy to nie jest szaleństwem, grymasem?

Czy ten twój chuj nie zwariował czasem?

Skoro Hekabę z radością przeora,

A Andromachę? – gdzie tam, nie zdoła!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s